Dzisiaj pierwszy dzień, kiedy rozpoczynam moje "nowe życie". Jakiś czas temu założyłam sobie cel, który wcielam w życie. Zaczynam malutką głodówkę (o ile można to nazwać głodowaniem, jak nie jestem głodna) i ćwiczenia.
Budzik mojej siostry zadzwonił o 8:00, a bym sobie jeszcze pospała. Ale nie ochrzaniłam jej za to, bo w sumie nawet się wyspałam. Przed 9:00 pojechała do chłopaka i wrócą wieczorem, pojadą sobie do kina, a ja calutki pokój mam dzisiaj dla siebie, o mamo. Z nikim się nie kłóciłam, bardzo miło, normalnie rozmawiałam z siostrą i mamą, śmiałam się i było fajnie. Siostra pojechała, a ja wstałam i zaczęłam ogarniać w spokoju, żeby zrobić sobie miejsce do ćwiczenia i żeby był po prostu porządek. Mama w tym czasie sprzątała w pokoju swoim i taty. A ja po zakończeniu porządków, rozpoczęłam ćwiczenia. (Kto ćwiczy o 10:00 rano?)
Nie dysponuję matą do ćwiczeń, dlatego musiałam się zadowolić narzutą, na której bardzo fajnie się ćwiczyło. Już ją sobie zarezerwowałam dla siebie, jakby z kupieniem maty nie wypaliło. Są jeszcze 4, więc luuuuz. Zrobiłam:
- 100 brzuszków (jako że zaczynam, po połowie zrobiłam sobie chwilę przerwy)
- 130 przysiadów
- 200 pajacyków (co 50 robiłam sobie przerwę, żeby odpocząć)
Z tymi przysiadami i pajacykami było trochę zabawnie, bo sąsiedzi mogli na mnie patrzeć z okien i myśleć: "Co na młoda odwala, miota nią jak szatan". Miałam odsłonięte rolety, bo było trochę ciemno w pokoju, a głupio by było zasłonić rolety i zapalić światło. Dbam o jak najmniejsze rachunki xd. W między czasie słuchałam muzyki, bo tak o wiele fajniej się ćwiczy i zdaje się, że szybciej. Najpierw Falling In Reverse "Fashionably Late", a potem "Alone" i w kółko te same piosenki na zmianę. Miałam zamiar na zamkniętych drzwiach nakleić kartkę "NIE WCHODZIĆ", ale powiedziałam mamie, że będę ćwiczyć i żeby pukała, jak będzie chciała wejść.
Co do jedzenia... podam też godziny w których jadłam. Jestem z siebie zadowolona, ale obiad mogłam niby sobie odmówić. Tylko że mama... Rozumiecie.
- 1 mandarynka (9:00), święta czuję, bo mandarynki. (Po paru minutach zaczęłam ćwiczenia)
- obiad, połowa nałożonych przez mamę ziemniaków i smażone jajko (15:00). Grr
Minęło 45 minut od obiadu, może powtórzę sobie trochę ćwiczeń? Lecę korzystać w ten sposób z nieobecności siostry.
Trzymajcie się,
#PerfectWeapon
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz